Baseny wokół Juraty, czyli o zastępstwie dla morskiej kąpieli

Podstawowy cel wakacyjnego wyjazdu nad morze? Popluskać się w falach, rzecz oczywista! Nawet nasz swojski Bałtyk, choć nie brakuje mu przykrych przywar - wynikających w sporej mierze z działalności i zaniedbań człowieka, w tym wczasowiczów - to niezmiennie stanowi podstawowy wabik, przyciągający na Pomorze ogromne rzesze spragnionych porządnego odpoczynku oraz innych doznań turystów.

Pomorska Jurata, stanowiąca administracyjnie jedną z trzech części położonego na Półwyspie Helskim miasta Jastarni, z pewnością zalicza się do polskiej czołówki nadmorskich kurortów. Ogromna w tym zasługa (północnych) plaż na mierzei - wysokie standardy czystości, naprawdę szerokie pola drobnego i miękkiego piasku, rozmaite atrakcje przygotowywane na letni sezon… Pobliskie kąpieliska regularnie zbierają bardzo wysokie noty, lecz nawet nad tak znakomicie zorganizowanymi miejscami od czasu do czasu powiewa złowróżbnie czerwona flaga.

Przyczyny mogą być najróżniejsze - temperatura wody poniżej ustalonej normy, zbyt wysokie fale by ratownicy WOPR-u mogli zapewnić bezpieczeństwo, groźne dla zdrowia kąpiących się stężenie niektórych bakterii i jeszcze parę innych. Na szczęście w takich przypadkach nie zawsze trzeba rezygnować z kąpieli. A już na pewno nie w Juracie.

Najprościej jest wtedy, kiedy wybrany ośrodek wczasowy dysponuje własnym, przeznaczonym tylko dla nocujących gości basenem. Owszem, doznania z rekreacji w zwyczajnej, raczej niewielkiej niecce nie wytrzymują porównania z zabawą na otwartym morzu, jednak wobec wszelkich “sił wyższych” jawią się jako w sumie niezły zamiennik. Gdyby dany obiekt nie miał w ofercie zupełnie nic dla amatorów wodnych szaleństw - należy poszukać takiego, który zadbał o jakąś alternatywę. Rzecz jasna nikt nie każe od razu się przeprowadzać, część hoteli prowadzi sprzedaż biletów na swoje quasi-aquaparki dla wszystkich chętnych.

Na terenie Juraty prawdopodobnie najlepsze pod tym względem jest “Morskie Oko”, gdzie funkcjonuje Kompleks Tropicana. To taki park wodny w wersji kompaktowej - jest jacuzzi, jest sauna, są wodne bicze i gejzery, są nawet przeciwprądy w basenie pływackim oraz porządnie zakręcona, długa zjeżdżalnia. Problemem może być fakt, iż obiekt nie należy do dużych, więc nie przyjmie zbyt wielu gości jednocześnie, a i niecka nie jest przystosowana do pływania z bardziej sportowym zacięciem.

Znacznie bardziej rozbudowany jest aquapark Centralnego Ośrodka Sportu, w nie tak znowu dalekim Władysławowie. W “Aquariusie” naśladowcy Otylii Jędrzejczak czy Michaela Phelpsa mogą swobodnie rozwinąć skrzydła. Basen sportowy ma solidne 25 metrów długości przy 2,2m głębokości, a dla pływaków wydzielono 6 indywidualnych torów. Jako że całość ma status Ośrodka Przygotowań Olimpijskich, nie mogło zabraknąć systemu pomiaru czasu. Zwolennicy niezobowiązującej rekreacji mają do dyspozycji osobną, bogatą w atrakcje i urozmaicenia nieckę. Różnorakie dysze, kaskady, wodne parasole, 70-metrowa zjeżdżalnia i jeszcze wiele, wiele innych. Wymiary tego basenu, zwanego tutaj rekreacyjno-rozgrzewkowym, to 16,7×8m przy stałej głębokości wynoszącej 110 centymetrów.

Morze Bałtyckie rzecz jasna pozostaje na pozycji niezagrożonego lidera w kategorii “Wodne szaleństwa na lato”. Gdyby jednak jego uroki były z jakichś powodów niedostępne to w Juracie i pobliskich miejscowościach można znaleźć parę interesujących alternatyw.

Podziel się
Udostępnij znajomym
Udostępnij